<?xml version="1.0"?>
<!DOCTYPE wml PUBLIC "-//WAPFORUM//DTD WML 1.1//EN" "http://www.wapforum.org/DTD/wml_1.1.xml"> 
<wml>

<!--
********************************* 
*	     TEMPLATE PART          * 
*********************************    
-->

<template>
<do type="prev" label="Cofnij"><prev/></do>
</template>    
<!--
********************************* 
*	     CARDS PART             * 
*********************************    
-->

<card id="c0" title="Ksiazka">
<p>
Mam taka przypadlosc, ze wstepy czytam zwykle pod koniec lektury i nic na to nie poradze. Na poczatek wystarcza mi okladka. To troche tak, jakbym sprawdzal autora, czy udalo mu sie napisac to, co chcial.
"Szalone miasto. Niezwykly reportaz z Lodzi 1884 - 1912". Otwieram rozdzial pierwszy: Aleja 1 Maja (Pasaz Szulca 2), a w nim kilkadziesiat cytatow z lodzkich gazet informujacych o: koncercie organizowanym przez Stowarzyszenie Nauczycieli Wyznania Mojzeszowego, zebraniu krawcow i innych pracownikow igly, awanturze podczas wesela, na ktore wtargneli napastnicy i ciezko pobili muzykanta, rewizji i aresztowaniu osiemdziesieciu delegatow zydowskiego zwiazku pracownikow branzy papierniczej, w tym kilku dziewczat i kobiet, raucie-zabawie Towarzystwa Abstynentow, nabozenstwie mahometan itd. Kazdy tekst opatrzony jest tytulem i data. W ten sposob Jacek Kusinski piorami reporterow "Dziennika", "Rozwoju", "Gazety Lodzkiej", "Godziny Polskiej", "Glosu Polskiego", "Nowego Kuriera Lodzkiego" i "Nowej Gazety Lodzkiej" pokazal ponad sto budynkow i ulic Lodzi z przelomu XIX i XX wieku.
Cytatom towarzysza reklamy i ogloszenia, jak chocby to, ze do hotelu Klukasa wlasnie nadszedl swiezy transport... kanarkow. Nie trzeba byc historykiem, ani nawet lodzianinem, by poddac sie takiej lekturze. Podczas czytania coraz mocniej czulem sie mieszkancem tamtego miasta. Reportaz Kusinskiego jest najprawdziwszy z prawdziwych, bo nie potrzebuje zadnego komentarza. Wloczymy sie po ulicach, zagladamy do domow, poznajemy ludzi, dowiadujemy sie, czym zyja, nie kierujac sie wlasciwie zadnym kluczem. Spotkamy policjanta i zlodzieja, fabrykanta i robotnika, polityka i artyste. Wszystkich, ktorych udalo sie autorowi znalezc w opisanych miejscach. Czujemy smrod rynsztokow i powiew salonow, slyszymy loskot kocich lbow i cisze marmurow, gwar piknikow i niepokoj ciemnych zaulkow. W ksiazce Kusinskiego nie ma gradacji. Nie ma wazniejszych i mniej waznych spraw ani osob. Obok malego Arturka Rubinsteina czy Eugeniusza Bodo pojawiaja sie zwykli ludzie, ktorzy w okreslonym czasie znalezli sie w tym, a nie innym miejscu.
Zapytalem Jacka Kusinskiego, czym sie kierowal przy wyborze adresow, czy nie moglo byc ich wiecej i czy mysli o ciagu dalszym. - Praca nad ksiazka zajela mi piec lat zycia. Piec lat sleczenia w archiwach, grzebania w dokumentach i fotografiach. Wybralem te miejsca, o ktorych najwiecej pisano i na temat ktorych moglem zebrac najciekawsze informacje. Pewnie teraz udaloby sie znalezc jeszcze cos wiecej, ale gdybym tak patrzyl, ta ksiazka nigdy by nie powstala, a ja bym zwariowal. Ciag dalszy?... Nie wykluczam, ale musze od tego odpoczac. Poza tym z Piotrem Jarmolowiczem wydajemy wlasnie "Dwa lwy i teatr". To takze ksiazka o historii Lodzi, tyle ze powiesc [ukazala sie w czerwcu tego roku - przyp. PW].
Jezeli zdecydujecie sie przez kilka godzin zamieszkac w dawnej Lodzi i przeczytacie ten niezwykly reportaz, nie musicie juz czytac wstepu. Ale przeczytajcie! Chocby po to, zeby lepiej zrozumiec, co autor Wam tak naprawde podarowal. Zwlaszcza ze to mu sie zwyczajnie nalezy.
<br/>
<a href="load.p?k=2&amp;SP1=c68l3ebsaqe268ecd2nk2m3l82">Powrot</a>
<br/>
---<br/><small>(c) Tygodnik ANGORA</small></p></card>
</wml>

<!-- end of page -->
