<?xml version="1.0"?>
<!DOCTYPE wml PUBLIC "-//WAPFORUM//DTD WML 1.1//EN" "http://www.wapforum.org/DTD/wml_1.1.xml"> 
<wml>

<!--
********************************* 
*	     TEMPLATE PART          * 
*********************************    
-->

<template>
<do type="prev" label="Cofnij"><prev/></do>
</template>    
<!--
********************************* 
*	     CARDS PART             * 
*********************************    
-->

<card id="c0" title="Paryski nie'co'dziennik">
<p><a href="load.p?k=34&amp;b=0&amp;SP1=foacpb1n307dhlgoggh0p472r2">Poprzednie</a><br/><br/>Amputowane kawalki torow ciagna sie w glebokim wykopie, mijaja zrujnowane stacje pokryte graffiti, wpadaja w dlugie tunele pod calymi kwartalami miasta, czasem wychodza na powierzchnie, przechodzac w nasyp przerywany wiaduktami; bywa, ze bladza miedzy budynkami, zagladajac paryzanom do mieszkan. Porzucone niszczeja, niewidoczne dla przypadkowego przechodnia, ktory przechodzi (albo przejezdza) nad lub pod nimi. Czarne kontury obcego, ktore kiedys dokads prowadzily, naznaczone dawno przezyta radoscia, zloscia, krwia przedmiesc, zgryzota straconych okazji. Dzis transportuja juz tylko przejmujaca cisze, jakby miasto wokol nagle przestalo istniec. Ale i tu budzi sie i wiednie zycie, zwlaszcza tych, o ktorych sie mowi, ze jedza wprost z reki Boga: spolecznych wyrzutkow, bezdomnych, kloszardow balansujacych nad przepascia slepej, atawistycznej natury. Ich chrome sylwetki znikaja w ciemnych tunelach, zdewastowanych ruinach, zakamarkach dawnych peronow. Kilometry zelaznej drogi oddzielaja miasto od upadlego marginesu.
<br/>
<br/><a href="load.p?k=34&amp;b=2&amp;SP1=foacpb1n307dhlgoggh0p472r2">Dalej</a><br/>---<br/><small>(c) Tygodnik ANGORA</small></p></card>
</wml>

<!-- end of page -->
